09 września 2018

EDWARD STACHURA

Polska literatura ma swoją „Avadhutę Gitę, pieśń Oświeconego”, choć raczej nie do końca jest tego świadoma.

Na podobieństwo wielu innych tekstów tego typu – tekstów wglądowych, zrodzonych z pełnej obecności – „Fabula rasa” Edwarda Stachury przybrała formę rozmowy. Na przykład w adwajtowym „Świetle poznania jaźni” mistrz odpowiada na pytania ucznia o praktyki sprzyjające niedualnemu postrzeganiu rzeczywistości, analogicznie w „Bhagawadgicie” Ardźuna wypytuje boga Krysznę, jak winien postępować zgodnie z wieczną naturą wszechrzeczy. U Stachury rozmowa toczy się między człowiekiem-nikt a człowiekiem-ja. W Nocie do czytelnika tak w istotę tej rozmowy jesteśmy wprowadzani:
„Ta książka jest opisem czegoś, co jest. To coś to nieśmiertelnie żywe życie. Możesz to odkryć, jeżeli nie utkniesz na słowach, jeżeli nie zachłyśniesz się słowami, nie zadusisz. Jeżeli zawieruszysz się dalej, poza słowo, poza grób.
Komu w drogę, temu teraz.”

W miarę lektury zapoznajemy się bliżej z dwoma (choć nie ma ich dwóch) uczestnikami tego dialogu. Człowiek-ja nosi imię i nazwisko „Edward Stachura” i zapisuje to, co ma do przekazania człowiek-nikt. Ten, który pisze, niewiele z tego wszystkiego rozumie.

„– Czy ja mogę rozumieć?
– Tyś jest swoim Ja. Ty nie możesz rozumieć.
– Kto może rozumieć?
– Nikt rozumie.
– Nikt nie może zrozumieć?
– Nikt rozumie. Człowiek-nikt rozumie.”

Człowiek-ja docieka więc, co to takiego człowiek-nikt. W odpowiedzi słyszy:
„Człowiek-nikt to człowiek-który-rozumie, człowiek-który-jest-stanem-twórczym, człowiek-czyn, człowiek-trzy, człowiek-tu, człowiek-teraz, człowiek-fakt, człowiek-kwiat, człowiek-ptak, człowiek-słońce, człowiek-in-flagranti, człowiek-radość, człowiek-zadość, człowiek-który-nie-potrzebuje-nic.”
Jedyną drogą do rozumienia, jaką może zalecić człowiek-nikt człowiekowi-ja jest samopoznanie. Na pytanie co robić, żeby poznać siebie odpowiada: „To samo, co robiłeś do tej pory, to samo, ale już jawnie świadomie, w pełni świadomie. Uwaga. Wielka uwaga. Umieścić się w ustawicznej uwadze.”

Jakże to wszystko bliskie, znajome, prawda? Stachura pisze po swojemu, celowo unika znanych słów i terminów – buddyjskich, adwajtowych, chrześcijańskich – byśmy  nie skupiali się na nazewnictwie, na terminologii, nie „utknęli na słowach”, jak pisał we wstępie, tylko kierowali wzrok na to, na co słowa zaledwie wskazują. Człowiek-nikt, choć ostro obchodzi się ze swoim rozmówcą (i czytelnikiem przecież zarazem), to jednak znajduje dla niego (dla nas wszystkich) słowa pocieszenia:

„Pomiędzy rozwianiem się jednej twojej myśli a wychynięciem ze studni pamięci kolejnej – są w tym murze szczeliny, szpary, przerwy, luki, dziury. To trwa ułamki sekund, ale to wystarczy, bo te ułamki sekund do czasu nie należą, są poza czasem. Podczas tych przerw jest z tobą kontakt. Poprzez te szpary jest z tobą porozumienie. Przez te szczeliny wnika w ciebie oczywistość i spotyka się z oczywistością w tobie będącą. Przez te szczeliny wnika głos dzwoneczka i budzi to, co w tobie śpi.”
I pięknie się z nami żegna. Być może w przeczuciu bliskiej śmierci, która nastąpiła w roku zakończenia prac redakcyjnych nad tekstem (1979):
„Się wie, że się spotkamy. U „końca” twojego czasu. Wszyscy się spotkamy u „końca” wszystkich czasów.
Na bezgranicznej, niepowtarzalnej i nieprzemijalnej, nieśmiertelnie żywej łące życia.
Dokładnie tu, dokładnie teraz.”
Tak się kończy „Fabula rasa”, fabuła czysta, opowieść niezapisana, przekaz człowieka-nikt o tym-co-jest.

P.S. Może warto sprawdzić, jak ludzie-ja rozumieją ten przekaz... Oto, co czytamy na temat książki Stachury w Wikipedii: „Analiza utworu wskazuje na występowanie u autora stanu manii.(...) Odpowiedzi dawane przez narratora są pokrętne, zagmatwane i mają luźną konstrukcję logiczną, miejscami przypominają schizofazję, czyli tzw sałatę słowną”.
Ale to tylko taka ciekawostka. Sto pociech.